Stare wygi
Oryginalny tytuł: Old Dogs
Dwóch biznesmenów w średnim wieku – rozwodnik Dan i mocno rozrywkowy kawaler Charlie, finalizuje jeden z najlepszych kontraktów w swojej karierze. Niespodziewanie muszą zaopiekować się sześcioletnimi bliźniakami. Próba pogodzenia obu tych spraw powoduje lawinę niezwykle zabawnych komplikacji, a także stopniowo uzmysławia obu panom, co, tak naprawdę, jest w życiu najważniejsze.
Zabawnie i z wielkim sercem
– To przede wszystkim wręcz rubaszna komedia, ale jest w niej także wiele serca – tłumaczył zamiary twórców producent Andrew Panay. – Niezwykle rzadko czytam scenariusze, przy których lekturze co i rusz wybucham głośnym śmiechem. Jestem przekonany, że jego autorom udała się naprawdę trudna sztuka: pokazali wyraziste charaktery i połączyli brawurową komedię z nutami autentycznego wzruszenia – dodawał reżyser Walt Becker. Główne role zaproponowano prawdziwym „starym wygom” – aktorom niezwykle wszechstronnym, znanym zarówno z ról komediowych, jak i dramatycznych: Johnowi Travolcie („Pulp Fiction”) i Robinowi Williamsowi („Stowarzyszenie umarłych poetów”). Williams był pełen uznania dla swych ekranowych partnerów: – Bardzo lubię pracować z Johnem. Ta praca daje niesamowitego kopa – jego energia i pomysłowość są zaraźliwe. Kelly Preston nie boi się niczego, zrobi wszystko, by być zabawna. Setha Greena uważałem zawsze za wielki komediowy talent. A mamy tu jeszcze świetnych Ritę Wilson i Matta Dillona jako szefa skautów, prawdziwego samca alfa. Pomysł filmu powstał głównie dzięki producentowi Andrew Panayowi, który po wielkim kasowym sukcesie komedii „Polowanie na druhny” („Wedding Crashers”, 2005), z Owenem Wilsonem i Vincem Vaughnem, zaprosił scenarzystów Weissmana i Diamonda, by wysłuchać ich nowych pomysłów. Nie rozczarował się. Tekst powstał z myślą o konkretnych aktorach i ich znanych komediowych możliwościach: opowieść o dwóch ludziach w wieku więcej niż średnim, którzy od lat prowadzą firmę zajmującą się promocją sprzętu sportowego i którzy nagle stają oko w oko z dwojgiem bardzo absorbujących dzieci. Okazuje się bowiem, że jeden ze wspólników jest ojcem sześcioletnich bliźniaków, o czym nie wiedział, ponieważ w niecodziennych okolicznościach zawarł pochopne małżeństwo, które trwało… jeden dzień. – Mamy zatem do czynienia z niezwykłą sytuacją, kiedy dwóch ludzi po pięćdziesiątce, którzy do tej pory byli praktycznie samotni, styka się ze wszystkimi pułapkami, jakie mogą wyniknąć z faktu wzięcia odpowiedzialności za dwójkę dzieciaków – opowiadali scenarzyści. Panay mówił: – Przeważnie jest tak, że tylko kilku ludzi jest w stanie zagrać konkretną rolę, a ci dwaj, których od początku mieliśmy na myśli, należą po prostu do najlepszych na świecie. Spodobał im się nasz tekst. No i szybko mieliśmy dwie legendy kina na pokładzie! Reżyser Walt Becker bardzo cieszył się z perspektywy ponownej pracy z Travoltą. Spotkali się już na planie komedii szosowej „Gang Dzikich Wieprzy” i odnieśli duży sukces. – John należy do najmilszych facetów, jakich znam. Chociaż jasne, że w naszym fachu być miłym to za mało. A przy tym jest niezwykle profesjonalny, zawsze pełen pomysłów – komentował Becker. – Moim zdaniem, dosłownie każda scena, w której się pojawia, tylko na tym zyskuje, nabiera znaczenia i naturalności. John ma nieomylny instynkt, który mu podpowiada, co robić. Pracując razem, nauczyliśmy się sobie ufać i tego, że jeśli któryś z nas jest o jakimś rozwiązaniu głęboko, instynktownie przekonany, to ten drugi zgadza się z nim i podąża za nim. Jak dotąd, ten sposób naprawdę nieźle się sprawdzał.
Tylko im czegoś brak…
Travolta przyznał, że bardzo zainteresowała go postać Charliego, zadowolonego z siebie hedonisty. – Mój bohater lubi swój sposób życia, ceni swą prywatność, jest otoczony pięknymi rzeczami, ma świetny samochód – tłumaczył gwiazdor. – Nigdy nie myślał, aby założyć rodzinę. Pomyślałem o wielu ludziach, których znam, także o sobie. Tak, wielu z nas ma tendencję do wygodnego, luksusowego życia, jeśli tylko istnieje taka możliwość. Ale z czasem to nie wystarcza. To przekonanie było ważne w mojej interpretacji postaci. Dan z kolei to świetny biznesmen, ale bardzo spięty i w gruncie rzeczy romantyczny, chociaż to ukrywa. Kiedy ulega swym emocjom, trafia na niespodziewaną życiową ścieżkę. Gdy wypoczywa po wyczerpującym rozwodzie w towarzystwie Charliego w South Beach, zawiera szybkie małżeństwo – po czym następuje jeszcze szybszy rozwód. Becker doceniał niezwykłe walory aktorskie Williamsa. – Jest niesamowity – mówił. – To chodząca encyklopedia żartów. A na dodatek aktor, który w jednej chwili, w sposób niebywale płynny, może przejść od tonacji komicznej do dramatycznej, bez najmniejszych zgrzytów. Williams był zdania, że film w komediowej formie doskonale oddaje wahania i rozterki jego pokolenia, tak zwanego pokolenia baby-booomers. – Wielu z nas rzeczywiście dopiero teraz staje przed problemem ojcostwa, poznaje jego smak – tłumaczył. – Mamy często więcej czasu i czujemy się chyba podobnie jak nasi rodzice koło trzydziestki. Ale zajmować się dzieciakami w naszym wieku – to dość przerażające. Aktorom ułatwiał zadanie fakt, że znają się już od trzydziestu lat. – Znam Robina naprawdę szmat czasu i mam nadzieję, że się ze mną zgodzi, iż jesteśmy przyjaciółmi – mówił Travolta. – To chyba widać na ekranie. Williams podkreślał, że akurat w tym filmie humor oparty na działaniach fizycznych, nieco slapstickowy, odgrywa sporą rolę. – Takie sceny lepiej wykonywać z kimś, kogo się dobrze zna. I zabawa większa, i w razie pomyłki mniej stresu – zwierzał się.
Reżyser był przekonany, że aktorskie spotkanie na szczycie: Travolta – Williams, będzie strzałem w dziesiątkę. – Myślę, że będziemy mieli do czynienia z wyjątkowym, komediowym duetem – deklarował podekscytowany.
Najlepsi z najlepszych
Zatrudnienie żony Travolty, Kelly Preston, w roli Vicki, matki dzieci Dana (czyli Williamsa) było celowym zabiegiem twórców filmu. – Przyznaję, chcieliśmy trochę namieszać – śmiał się Panay. – A Kelly jest tak bardzo utalentowana, że w lot zrozumiała nasze intencje. Aktorka tak komentowała swój występ: – Vicki to specyficzna postać. Jest spięta i trochę szalona. A poza tym, być ukochaną Robina Williamsa – to naprawdę coś! W dodatku mogłam występować w jednym filmie z moim mężem i debiutującą córką – to było fantastyczne. Ella Blue Travolta gra bliźniaczkę. Właśnie niedawno wyraziła rodzicom swe życzenie, by stanąć przed kamerą. I oto na horyzoncie pojawił się scenariusz, który dawał taką – wymarzoną wręcz – szansę. – To tak, jakby Ella to przewidziała! – komentował Travolta. I dodawał: – Nie miałem problemu z pracą z Ellą, także dlatego, że moja matka była aktorką i reżyserką i doskonale wiedziała, jak oddzielić pracę od życia rodzinnego. Jasne, że jestem i będę ojcem dla Elli, ale bardzo uważałem, by nie kolidowało to z jej relacją z reżyserem.
Młoda aktorka opowiadała z kolei, że współpraca z Beckerem układała się świetnie. – Kiedy nie udało mi się powiedzieć właściwie jakiejś kwestii, cierpliwie mi pomagał, albo zmieniał dialog – wspominała debiutantka. Do roli drugiego bliźniaka, Zacha, po długich poszukiwaniach wybrano Connera Rayburna (serial „According to Jim”, filmy „The Invention of Lying”, „Idź twardo”). – Przeszukaliśmy kraj wzdłuż i wszerz. I byliśmy pewni: Conner był idealny – komentował Panay. – To prawdziwy zawodowiec. Zresztą tej dwójce wróżę ciekawą przyszłość. Postępują jak prawdziwi profesjonaliści. Znali zawsze swoje kwestie, mieli nowe pomysły. I na naszych oczach rozwijali się jako aktorzy.
Wszechstronnemu Sethowi Greenowi („Wyścig szczurów”, „Synowie mafii”) powierzono rolę Craiga, ambitnego samotnika działającego w sportowym biznesie. – Długo myślałem o tym, kto mógłby zagrać tę rolę i wtedy wyobraziłem sobie, że pomiędzy Travoltą i Williamsem stoi Seth Green i roześmiałem się na głos. Miałam rację. Jest niezwykle zabawny. Wystarczy, że rzucił jedno spojrzenie i cała ekipa zanosiła się od śmiechu – wspominał reżyser. – Seth ma prawdziwy komediowy dar. Green wyznał, że obaj jego partnerzy ekranowi należą do jego ulubieńców. – Fanem obydwu jestem od lat, a więc byłem niezwykle podekscytowany. Grałem wprawdzie w niektórych filmach Johna, ale nigdy nie występowaliśmy w tych samych scenach. A Robin to mój prawdziwy bohater, jego karierę śledzę, odkąd pamiętam. Był jednym z tych artystów, którzy spowodowali, że zacząłem myśleć o aktorstwie.
Zmarły niestety niedawno czarnoskóry Bernie Mac („Ocean’s Eleven: Ryzykowna gra”, „Zły Mikołaj”) zagrał lalkarza, a jednocześnie geniusza elektroniki. Natomiast Lori Loughlin (serial „90210”, „Skok po marzenia”) wystąpiła jako niezwykle atrakcyjna tłumaczka z japońskiego, Amanda, która zawraca skutecznie w głowie Charliemu. Mattowi Dillonowi, pamiętnemu z wielu filmów, między innymi z „Drugstore Cowboy” Gusa Van Santa, „O czym marzą faceci” czy „Faktotum”, powierzono rolę Barry’ego, szefa skautów, którego dwaj główni bohaterowie spotykają podczas rodzinnego pikniku. – Barry to, że jest skautem, bierze trochę zbyt poważnie – opowiadał aktor. – Myślę, że najlepszy efekt w komedii daje gra wprost, bez sztuczek i całkiem serio.
– Matt wniósł do naszego filmu wielki potencjał i zdolność do zaskakującej komediowej przemiany. Publiczność po raz pierwszy doceniła ten jego wielki talent w „Sposobie na blondynkę” – cieszył się Panay.
Rita Wilson (żona Toma Hanksa, producentka i aktorka, znana m.in. z „Szaleństw młodości” czy „Psychola”) zagrała Jennę, najlepszą przyjaciółkę Vicki. – Znam Kelly od jakichś szesnastu lat i przyjaźnimy się. Myślę, że w naszym przypadku to bardzo ułatwia pracę – mówiła. Preston dodawała: – Rita jest absolutnie zabawna. Moim zdaniem każda jej rola jest ujęta w sposób bardzo świeży. Tak było i tym razem.
– Mieliśmy prawdziwych gwiazdorów oraz perfekcyjnych aktorów drugoplanowych i oczywiście świetny scenariusz. Nie mogło się nie udać – podsumowywał reżyser.
Wielkomiejska energia
Duża część zdjęć powstała w Nowym Jorku, w bardzo znanych lokalizacjach, jak Central Park, Shea Stadium, Radio City Music Hall, Grand Central Station czy Times Square. Producent Panay komentował: – Ile razy mam okazję kręcić w Nowym Jorku – zawsze to czynię, pomimo licznych trudności, jakie niesie ruch uliczny, a czasem kłopotów z uzyskaniem zezwoleń. Ale to miasto ma niepowtarzalną, nieporównywalną z niczym energię, która udziela się z reguły wykonawcom i całej ekipie.
– Trzeba było wpasować się w miejski ruch, ludzie krzyczeli i trąbili klaksonami na Johna i Robina, ale co tam – warto było – potwierdzał jego słowa Becker. Podkreślał, że udało im się wykorzystać w filmie rzadko pokazywane fragmenty miasta, jak Bloomberg Building, czy słynny punkt widokowy zwany Top of the Rock na szczycie wieżowca GE Building. Scenograf David Gropman dostał od reżysera jasne instrukcje: miał znaleźć takie miejsca do kręcenia, by film można było oglądać z zainteresowaniem nawet… bez dźwięku. Dużym wyzwaniem była realizacja zdjęć na Shea Stadium podczas prawdziwego meczu słynnej drużyny Metsów. – To był pomysł, który świetnie wyglądał tylko na papierze, a w rzeczywistości przysporzył nam mnóstwa kłopotów – opowiadał reżyser. – Mieliśmy tylko piętnaście minut na nakręcenie potrzebnej nam sceny. Przypominało to partyzanckie filmowanie, w tłumie podekscytowanych fanów. Bardzo trudna była też scena na tle wielkiego stadionowego telebimu zwanego Jumbotron. Pomogli w niej menedżerzy drużyny Metsów. Po dwóch tygodniach zdjęć w Nowym Jorku ekipa przeniosła się do Connecticut. Tam powstały niektóre dekoracje wnętrz, między innymi nowojorski apartament Charliego, gdzie trafiają dzieciaki. Stworzono wnętrze zimne i zdecydowanie nieprzyjazne dla dzieci, pełne szkła, nierdzewnej stali i niebezpiecznych ostrych krawędzi. Na koniec dodano wielki basen za oknem. Sceny plenerowe – obozu skautów – nakręcono w Putnam Memorial State Park, w okolicach Redding. Beckerowi zależało na klasycznym wyglądzie. Dlatego też nie użyto nowoczesnych namiotów, ale wykorzystano brezentowe namioty starego typu.
Dodaj komentarz:
|