Życie nastoletniego Charleya Brewstera w końcu układa się tak jak trzeba: jest popularny i umawia się z najfajniejszą dziewczyną w szkole. Problemy pojawiają się z chwilą, gdy do domu obok wprowadza się Jerry – z pozoru świetny facet, w którym jest jednak coś niepokojącego.
Życie nastoletniego Charleya Brewstera w końcu układa się tak jak trzeba: jest popularny i umawia się z najfajniejszą dziewczyną w szkole. Problemy pojawiają się z chwilą, gdy do domu obok wprowadza się Jerry – z pozoru świetny facet, w którym jest jednak coś niepokojącego. Jedynie Charley zdaje się to zauważać... Pozostali, wliczając w to matkę Charleya, nie dostrzegają odmienności nowego sąsiada. Nastolatek dochodzi w końcu do wniosku, że Jerry jest wampirem! Chłopak na własną rękę musi pozbyć się potwora żerującego w jego dzielnicy.
Producentka Alison Rosenzweig oraz producent wykonawczy Michael Gaeta od lat są zwolennikami kina gatunków, zwłaszcza horrorów i widowisk grozy. Dlatego też postanowili nakręcić nową wersję filmu, który utkwił im mocno w pamięci. Był to horror „Fright Night” (DVD: „Postrach nocy”) z 1985 roku, według scenariusza i w reżyserii Toma Hollanda. W tamtym filmie William Ragsdale grał Charleya, Chris Sarandon Jerry'ego Dandridge'a, a doskonały aktor charakterystyczny Roddy McDowall („Śmiertelnie mroźna zima”) Petera Vincenta. Nie był to wielki sukces kasowy, ale z czasem produkcja ta została przez wiernych fanów otoczona prawdziwym kultem. Film doczekał się nawet kontynuacji – „Fright Night 2” (DVD: „Postrach nocy 2”, 1988, reż. Tommy Lee Wallace), z Ragsdalem i McDowallem.
Rosenzweig opowiadała: – Od kilku lat zabiegaliśmy o zakup praw do realizacji nowej wersji. Gdy tylko taka możliwość się pojawiła, natychmiast wykorzystaliśmy okazję. Po tym pierwszym sukcesie oboje skierowali kroki do producenta Michaela De Luki („Ksiądz”, „The Social Network”), by poparł ich projekt. Spotkali się z pełną aprobatą. Wkrótce już we trójkę podjęli rozmowy z potężnym studiem DreamWorks. I tu także odniesiono się do pomysłu ze zrozumieniem, okazało się nawet, że wielu pracowników studia doskonale pamięta oryginał i jest jego wielbicielami. Rozsenzweig była przekonana, że De Luca to właściwy człowiek na właściwym miejscu. – Zna gatunek jak mało kto, a w dodatku ma wręcz fotograficzną pamięć do detali. To było bardzo cenne przy naszym filmie. A poza tym jest nie tylko niezwykłym, inteligentnym producentem, ale i niezwykłą osobowością – mówiła.