Opowieść wigilijna
Oryginalny tytuł: A Christmas Carol
Londyn, lata czterdzieste XIX wieku. Stary, bardzo skąpy, oschły i źle nastawiony do ludzi kupiec Ebenezer Scrooge dzień Wigilii Bożego Narodzenia spędza w swym sklepie. Oddaje się ulubionemu zajęciu – podliczaniu zysków. Niespodziewanie odwiedza go duch byłego wspólnika, Marleya. Zjawa przestrzega go przed kontynuowaniem skrajnie egoistycznego stylu życia. Zapowiada także przybycie trzech kolejnych duchów, które pomogą Scrooge’owi zrozumieć prawdziwy sens ludzkiej egzystencji. Ta przepowiednia zaczyna się spełniać, co wywoła w życiu kupca szereg poważnych konsekwencji…
Nieśmiertelny klasyk
Słynne opowiadanie klasyka angielskiej literatury Karola Dickensa (1812–1870) „A Christmas Carol in Prose. Being a Ghost Story for Christmas” zostało po raz pierwszy opublikowane w 1843 roku w zbiorze „Christmas Books” („Opowieści wigilijne”) i zyskało fenomenalną popularność wzmocnioną przez liczne przeróbki sceniczne, a potem także filmowe. Historycy kina naliczyli ponad 80 adaptacji tego utworu, nie mówiąc już o luźnych nawiązaniach. W 1901 r. zrealizowano w Anglii krótki film „Scrooge or Marley’s Ghost” (reż. Walter R. Booth), następna adaptacja pod tytułem „A Christmas Carol” powstała zaledwie siedem lat później. W 1910 roku kolejny film nakręcili Amerykanie. W roli Scrooge’a pojawił się Marc McDermott. W 1935 roku triumfowali Anglicy („Scrooge”, reż. Henry Edwards z Seymourem Hicksem w roli tytułowej), a w 1938 roku wielką popularność zdobyła ekranizacja dokonana przez wytrawnego hollywoodzkiego rzemieślnika Erwina L. Marina, gdzie Scrooge’a zagrał wybornie Anglik Reginald Owen, a Cratchita Kanadyjczyk Gene Lockhart.
Za jedną z najlepszych wersji uznawana jest wielce stylowa ekranizacja angielska z 1951 roku w reżyserii Briana Desmonda Hursta z kapitalnym Alastairem Simem („Jak zabić starszą panią”) jako Scroogem. W realia Dzikiego Zachodu przeniesiono utwór Dickensa w 1957 roku, gdy w ramach „General Electric Theatre” nakręcono widowisko „The Trail to Christmas”. Reżyserował sam James Stewart, Scrooge’a zagrał John McIntire. Z kolei zrealizowany z dużym nakładem środków musicalowy film „Scrooge” (1970) Ronalda Neame’a pozostawił pewien niedosyt, choć kreacji Alberta Finneya doprawdy trudno było coś zarzucić. W Scrooge’a wcielali się także tak wybitni aktorzy, jak John Carradine, Fredric March, Basil Rathbone, Jack Palance, George C. Scott, Patrick Stewart czy Ralph Richardson. Powstały wersje meksykańskie, francuskie, zachodnioniemieckie, a nawet węgierska oraz filmy animowane („The Stingiest Man in Town”, 1978; „Mickey’s Christmas Carol”, 1983) i lalkowe („The Muppet Christmas Carol”, 1992). To nie zniechęciło jednak Roberta Zemeckisa, który podpisał tak popularne i cenione filmy, jak chociażby „Forrest Gump” czy cykl „Powrotów do przyszłości”, do podjęcia jeszcze raz tak bardzo znanego tematu.
Geniusz pana Dickensa
– Wygląda to tak, jakby Karol Dickens napisał swój wspaniały utwór, mając na myśli kino. „Opowieść wigilijna” jest pełna imponującej wizualnej wyobraźni. To dla mnie najwspanialsza historia o wewnętrznej przemianie. Dlatego starałem się podążyć wiernie tropem autora – tłumaczył swe zamiary reżyser. Był zdania, że technika trójwymiarowa, w której film został zrealizowany, jest jak najbardziej odpowiednia dla tego projektu, pozwala bowiem ominąć liczne trudności i ograniczenia, które istniały w przypadku wcześniejszych adaptacji. – Niebywały postęp technologii wyzwolił mnie jako filmowca i dodatkowo pobudził moją wyobraźnię – wyznał realizator filmu. – Technologia musi jednak służyć opowiadanej historii, nigdy nie powinno być odwrotnie – zastrzegał jednocześnie. Wspominał, że utwór Dickensa znał już od dzieciństwa. – Gdy po raz pierwszy go przeczytałem, moją uwagę przykuł przede wszystkim motyw podróży w czasie, atmosfera napięcia i grozy, związana z pojawieniem się duchów. Dziś myślę, że tym, co przede wszystkim przemawia do kolejnych pokoleń widzów, jest uniwersalny temat odkupienia. – Podkreślał także, że nie przerażała go trudna do zliczenia ilość poprzednich, często doskonałych adaptacji. – Jestem przekonany, że tak wspaniałą historię można opowiadać wiele razy, na wiele różnych sposobów. Dickens nam, filmowcom, niejako ułatwił zadanie. To zdumiewające, jak bardzo filmowa była wyobraźnia pisarza, na długo zanim wynaleziono kino. Dziś mamy odpowiednie narzędzia, by oddać całe bogactwo tej opowieści. Na przykład w dawnych adaptacjach Ducha Obecnej Wigilii grywały przeważnie kobiety w białych powłóczystych szatach i w prześcieradle na głowie, gdy tymczasem pisarz opisywał go jako świetlistą postać. Ja mogłem te fantastyczne wizje oddać w pełni.
Reżyser nie miał najmniejszych wątpliwości, że Scrooge’a po prostu musi zagrać Jim Carrey, ze względu na swój absolutny perfekcjonizm i wielką zdolność aktorskiej transformacji. – Ma niesamowite zdolności – mówił Zemeckis. – Doskonale operuje głosem, tworzy jakby osobny dialekt dla każdej granej przez siebie postaci. I gra dosłownie każdym mięśniem. Reżyser z przekonaniem odpierał też zarzuty, że prozę Dickensa może przenieść dobrze na ekran tyko Anglik. – Zatrudniliśmy specjalnego trenera czuwającego nad angielskim akcentem, a część obsady to przecież cenieni brytyjscy aktorzy – zauważył. – A zresztą, angielscy reżyserzy nakręcili mnóstwo filmów o Ameryce i rozgrywających się w USA. I były to często filmy ważne, zawierające odmienny punkt widzenia. Dlaczego w naszym przypadku nie miałoby się stać podobnie?
Uważał też, że zastosowana przy realizacji tego filmu technika „performance capture” (kamery rejestrują grę aktorską, a postaci zostają poddane komputerowej obróbce; tak uczyniono już wcześniej w jego filmach „Boewulf” oraz „Ekspres polarny”), daje kreacjom aktorskim czystość wyrazu. Natomiast szeroko używane techniki komputerowe oddają nieocenione usługi, zwłaszcza w przywoływaniu obrazów dawnego Londynu, których nie dałoby się uzyskać w sposób tradycyjny. Przekonywał, że właściwie wykorzystana technika 3D to po prostu stosunkowo nowy język, który nie ogranicza, ale podpowiada nowe możliwości. – Historia kina to przecież historia ciągłego łączenia sztuki i techniki, ich stałej acz niepozbawionej konfliktów symbiozy. Co to w ogóle znaczy „efekty specjalne”? Pamiętajmy, iż kiedyś zbliżenie, czy dźwięk wydawały się efektami specjalnymi. Najważniejsza jest dobra historia do opowiedzenia. A historia najpaskudniejszego człowieka na ziemi, który się zmienia, to wspaniała historia – przekonywał Zemeckis.
Scrooge w każdym z nas
Carrey zareagował entuzjastycznie na propozycję występu w filmie Zemeckisa. Szczególnie pociągała go rola Scrooge’a. Tak to tłumaczył: – Ta postać budzi ciągle tak wielki oddźwięk, bo odrobina, a czasem dużo więcej niż odrobina Scrooge’a jest w każdym z nas. Ja też mam swego wewnętrznego Scrooge’a. Naprawdę siedzi w mojej głowie – mówił pół żartem. – Poza tym nie ulega dla mnie wątpliwości, że dzieło Dickensa to jeden z najwspanialszych utworów o głębokiej przemianie. To rzecz o kimś, kto sam nie czuje miłości, dlatego nie potrafi kochać. To jest bliskie doświadczeniu każdego z nas: patrzymy wstecz i w przyszłość i zastanawiamy się, jak to wszystko pozbierać razem, jak nadać sens naszemu życiu.
Carrey w dzieciństwie obejrzał wersję z Alastairem Simem, która zupełnie go podbiła, tak jak i wspaniały występ brytyjskiego aktora: – Sprawiał wrażenie, jakby w ustach miał nieustannie coś gorzkiego i nie potrafił się tego pozbyć. Amerykański komik był zdania, że to, co zewnętrzne, pomaga oddać to, co tkwi w głębi człowieka. – Jest takie powiedzenie, że po pięćdziesiątce twoja twarz świadczy o tobie. Uważam, że to prawda. Twarz Scrooge’a to mapa jego bólu – mówił Carrey. Aktor podkreślał, że zawsze mocno zastanawia się nad psychologią granych przez siebie postaci. – Za kapitalny pomysł Roberta uważałem to, żebym zagrał postaci duchów. Może to zabrzmi zbyt freudowsko, ale myślę, że są to po prostu różne aspekty osobowości Scrooge’a. Bo Scrooge w różnym wieku to bardzo odmienna osoba. Jeśli chodzi o angielski akcent, to naprawdę starałem się, jak mogłem. Mam nadzieję, że te starania nie spowodują międzynarodowego incydentu – żartował. A tak komentował techniczne wyzwania: – Praca w technice „performance capture” przypomina, wbrew temu, co ludzie myślą, nie dubbing, ale raczej grę w sztuce teatralnej. My, aktorzy znajdujemy się w jednym pomieszczeniu, a nasze reakcje są rejestrowane. Potem przetwarza je komputer. Oczywiście jest dziwne, że siedzisz tam we wdzianku z lycry i masz na głowie coś w rodzaju rowerowego kasku, na którym umieszczonych jest kilka kamer. Można się rzeczywiście poczuć trochę nieswojo.
Pierwszym kontaktem Colina Firtha, grającego siostrzeńca Scrooge’a, Freda, z „Opowieścią…” była musicalowa wersja utworu z Albertem Finneyem. Zapamiętał, że bardzo przeraził go duch Marleya. Wyznał też, że książkę przeczytał dopiero przygotowując się do realizacji filmu; przedtem znał ją z radiowych, teatralnych i filmowych wersji. – Z Dickensem jest trochę jak z Fellinim. Jakie to dickensowskie – mówią ci, którzy wcale nie czytali jego utworów, ale przecież znają dobrze ich ducha – zwrócił uwagę aktor. I podzielił się swymi refleksjami na temat tej prozy: – Dobra opowieść jest jak Everest: po prostu jest tu ciągle, więc naturalne, że musisz się z nią zmierzyć. W przeciwieństwie do większości utworów Dickensa, „Opowieść…” jest odarta z nieistotnych szczegółów, bardzo skondensowana. Ma wielki ładunek emocjonalny – naprawdę za każdym razem, gdy mam z nią do czynienia, niemalże skłania mnie do płaczu. Uważał, że pomimo tak często podkreślanej angielskości tej prozy, można było być spokojnym o rezultaty adaptacji, ponieważ „Dickens już nieraz był bezpieczny w rękach Amerykanów”, a nazwisko Zemeckisa stanowiło gwarancję jakości, podobnie jak i udział Carreya. – Jim ma potrzebną tu moc i subtelność – mówił Firth. Podkreślał, że każde słowo i gest są odwzorowaniem gry aktorów. – A w dodatku można było pracować bez długich przerw i w porządku chronologicznym, co sprzyja koncentracji – zachwalał walory techniki „performance capture” angielski aktor.
Firth to jeden z niewielu aktorów, którzy w tym filmie zagrali tylko jedną rolę. Carrey, licząc Scrooge’a w różnym wieku, zagrał ich aż siedem, Gary Oldman trzy, Bob Hoskins dwie, podobnie jak Robin Wright Penn.
Jim Carrey po raz pierwszy wystąpił w produkcji wytwórni Disneya, natomiast Zemeckis powrócił na jej łono po 21 latach (w 1988 nakręcił „Kto wrobił Królika Rogera?”).
Wiktoriańskie, autentyczne kostiumy sprowadzono z Anglii i ubrano w nie manekiny, które ustawiono w sali konferencyjnej, gdzie odbywały się zebrania przed-produkcyjne. Kostiumy te były inspiracją dla animatorów, którzy pod kierunkiem Douga Chianga komputerowo odtworzyli stroje z epoki.
Produkcja filmu rozpoczęła się w styczniu zeszłego roku. Podczas ostatniego festiwalu w Cannes po raz pierwszy zaprezentowano fragmenty gotowego utworu, co spotkało się z wielkim zainteresowaniem i pozytywnym odzewem komentatorów.
Komentarze:
 Maja | 14-12-2011 07:55:28
...hmm za dużo informacji na temat ogólny :/ |  Maja | 14-12-2011 07:53:25
jest ok ale... | 
| 27-10-2011 11:22:25
Kolejna wersja słynnej ″Opowieści″.Bez tego filmu święta straaciły by swój urok |  ccvccvvcxv | 16-12-2010 07:47:36
:kill |
Dodaj komentarz:
|