Płatny zabójca Jack (Clooney), postanawia wycofać się z ”zawodu” i decyduje, że następne zlecenie będzie jego ostatnim. Zaszywa się w małym włoskim miasteczku w górach Abruzji, gdzie prowadzi spokojne życie z dala od ciągłego zagrożenia. Zaprzyjaźnia się z miejscowym księdzem, ojcem Benedetto (włoski weteran sceny i ekranu, Paolo Bonacelli) i nawiązuje romans z mieszkanką miasteczka, Clarą (Violante Placido). Tymczasem zbliża się termin realizacji zlecenia. Wychodząc z ukrycia, Jack niebezpiecznie kusi los....
George Clooney jest powszechnie znany ze skłonności do artystycznego ryzyka, co w Hollywood jest raczej wyjątkiem niż regułą. W jego przypadku takie zaangażowanie przynosi przeważnie dobre, a często wyśmienite rezultaty – tak pod względem artystycznym, jak i kasowym. Ten pełen charyzmy aktor i producent chętnie angażuje się w projekty filmów oryginalnych, wyróżniających się na tle popularnych, hollywoodzkich produkcji. Zwykle na tym wygrywa, a porażek właściwie nie ponosi. Tym razem Clooney postanowił zatrudnić wybitnego fotografa, projektanta okładek, płyt i twórcę teledysków, Antona Corbijna, którego debiut – biograficzny film o wokaliście Ianie Curtsie z Joy Divison, „Control” (2007) – został uznany za rewelację. Na Clooneyu też zrobił wielkie wrażenie, zwłaszcza konsekwencją plastycznej wizji i zdyscyplinowanym sposobem opowiadania. Nic więc dziwnego, że gdy znalazł intrygujący scenariusz, jego realizację postanowił powierzyć Corbijnowi, choć ten nie miał żadnego doświadczenia ani z tak potężnymi projektami, ani z kinem gatunków. Clooney wierzy jednak, że stawianie na utalentowanych ludzi popłaca.
Samotnik jak z westernu
Reżyser tak tłumaczył motywy, które skłoniły go do przystąpienia do pracy nad tak odmiennym dla niego projektem: – Mam za sobą 35 lat kariery jako fotograf, głównie portrecista. To dopiero druga moja długometrażowa fabuła. Jako reżyser filmowy jeszcze szukam swego własnego głosu. Chciałem więc nakręcić coś kompletnie różnego od mojego debiutu. Dlatego zacząłem czytać scenariusze thrillerów. Temat samotnego Amerykanina, który pragnie odkupienia za to, co uczynił, zaintrygował mnie. Myślę, że można tu odnaleźć pewne paralele z „Control” – to też jest opowieść o człowieku, który chce zmienić swe życie i zadaje sobie dręczące pytanie: jak czynić dobro, po tym, jak czyniło się zło? Czy da się zmienić coś, co cię definiowało przez większość twojego życia? Corbijn wspominał, że w młodości, oprócz muzyki, która go ukształtowała i odgrywała przez wiele lat rolę pierwszoplanową w jego życiu, ważne były także filmy. – Choć nie oglądałem ich zbyt wiele – wspominał – ale westerny zawsze robiły na mnie wielkie wrażenie, poczynając od serialu „Rawhide” z Clintem Eastwoodem, który poznałem w dzieciństwie. Świat westernu, jego wizualny wyraz i wizja moralna, pociągały mnie. „Amerykanin” nie jest westernem, ale jego struktura fabularna jest bardzo zbliżona do tradycji tego gatunku. Nieznajomy przybywa do miasteczka, nawiązuje bliskie relacje z kilkoma z jego mieszkańców; przeszłość dopada go jednak, a finał to nieuchronna strzelanina.
Warto wspomnieć, że na ścieżce dźwiękowej „Amerykanina” wykorzystano fragment soundtracku z „Dawno temu na Dzikim Zachodzie” Sergio Leone, autorstwa Ennio Morricone, zatytułowany „Timmy”. Nowojorska producentka Anne Carey mówiła: – Jak w westernach, mamy tu głównego bohatera, człowieka, który żył bezustannie z bronią w ręku. Przemoc, z którą tak długo miał do czynienia, naraża na niebezpieczeństwo jego samego i ludzi z okolicy, w której zapragnął spokojnie żyć. Przeczytałam powieść Martina Bootha ponad dziesięć lat temu i byłam przekonana, że z tego materiału może powstać rasowy thriller z intrygującą i wielostronnie nakreśloną główną postacią.